Co z groszem?
 Oceń wpis
   

Witajcie,

w ostatnich miesiącach w mediach pojawiały się informacje o nieopłacalności produkcji monet najniższych nominałów, a nawet o możliwości wycofania przez NBP jednogroszówek.  Gdyby do takiej sytuacji doszło, nie bylibyśmy pierwszymi. Ostatnio swoich najmniejszych nominałów pozbyła się Kanada. Z kolei już w 2003 roku ze swoimi dziesięcio- i dwudziestohalerzowymi monetami pożegnali się Czesi. Podobnie w 2008 roku postąpili Węgrzy wycofując z obiegu monety o nominale jednego i dwóch forintów. Do porzucenia jednocentówek przymierzają się nawet Stany Zjednoczone.

Tymczasem w Polsce popyt na jednogroszówki zamiast spadać, stale wzrasta: tylko w 2011 r. do obiegu trafiło 270 mln nowych jednogroszówek i 150 mln dwugroszówek. Według danych NBP, na koniec 2011 r. w obiegu było 4,3 mld jednogroszówek i 2,18 mld dwugroszówek. Prawda, że sporo?

Co zatem sprawia, że tak bardzo pokochaliśmy drobne? Można powiedzieć, że jednogroszówki są dźwignią handlu: ze wszystkich stron kuszą nas promocje z końcówkami 99 groszy. Ale problem ma również swoje drugie oblicze związane z przedsiębiorczością Polaków. Okazuje się, że koszt produkcji jednogroszówki jest pięciokrotnie większy niż jej wartość: m.in. przez wzrost cen miedzi. Sprawdza się tutaj powiedzenie, że najwięcej można zarobić na pieniądzach wartych najmniej. W tym wypadku opłaca się przetopić monety i sprzedać je z zyskiem.

Jednak NPB już myśli nad innym rozwiązaniem: w najbliższym czasie zostanie zmieniony skład stopu monet tak, aby ich wartość nie przekraczała aż tak bardzo wartości nominalnej. Obecnie jednogroszówki są bite z mosiądzu manganowego Mm 59 (stop zawiera 59 proc. miedzi, 40 proc. cynku i 1 proc. podnoszącego trwałość monet manganu). Skład nowych monet nie jest jeszcze znany, ale prawdopodobnie nowe jednogroszówki będą lżejsze. Zatem już niedługo możemy mieć lżej w kieszeniach.

Na koniec chciałbym uspokoić wielbicieli „drobnych”. W najbliższym czasie NBP nie wycofa jednogroszówek. Pojawiły się wątpliwości, czy byłoby to zgodne z obowiązującym prawem. Dodatkowo wycofanie „drobnych” mogłoby spowodować wzrost cen. Nie bez znaczenia jest również zwyczajne przywiązanie do „miedziaków”.  Wraz z ewentualnym wycofaniem jednogroszówek tradycyjne powiedzenia takiej jak „liczmy się co do grosza”, czy „za ostatni grosz” straciłyby swój materialny wymiar :)

Pozdrowienia,

Adam Zieliński

Komentarze (0)
Double Eagle 1933 w Warszawie Złote lata polskiego futbolu